Opowiadania Science Fiction prosto z serca Mazowsza…

Nano wojny.

Po stworzeniu nanoassemblera miało już nigdy nie zbraknąć alkoholu w Dropiu, a Szalony Edek jako człowiek hojny i gościnny rozdzielał też swoje zasoby również na całe Wolne Stany Dropia (WSD) tak, że cały obszar był bezpieczny. Ze wszystkich stron schodzili się do Edka ludzie z butelkami, słoikami, bańkami i wiaderkami, a on nikomu nie skąpił tego, co miał dużo. Ten i ów zatrzymywał się u Edka na dłużej i nierzadko przekraczał podczas mądrej zwyczajowej rozmowy dawki potrzebne do zwykłego utrzymania świadomości, tak że właśnie tracił świadomość. Jednak taka utrata świadomości była swojska, zrozumiała i powszechnienie ceniona w tych okolicach. Zresztą każdy, kto porówna ją z utratę siebie, staniem się jakimś kosmicznym monstrum, gdy człowiek nie broni się zbawczym alkoholem, to łatwo zrozumieć, ten słuszny wybór.

Więc od czasu, gdy powstał nanoassembler podwórko Edka było zasłane gromadami pijaków w różnym stanie zamroczenia boskim trunkiem. Ciężko było chodzić po obejściu, żeby nie natknąć się na bezwładne ciało wchodzące właśnie w stan kojącej nieświadomości, lub wychodzące z niego. Edek nazywał ich nurkami podwórkowymi i powoli się do nich przyzwyczajał. Jak to on, bo przecież gościnny pił, rozumiał że trzeba sobie popić, a potem żeby wrócić do formy trochę trzeba poleżeć.

Ta idylla podwórkowa mogłaby trwać miesiącami, ale skuteczny atak wyszedł z zupełnie nieprzewidywalnej strony. Na ten stan rzeczy oburzył się traktor Ted i wypowiedział posłuszeństwo:

– Edziu pracować przez twoich gości nie mogę! Część z nich zasypia we mnie, cześć pode mną. Boję się ruszyć, żeby ich nie uszkodzić. Chrapią głośno, rozmawiać z nimi można tylko o rzeczach egzystencjalnych, czyli o tym ile mogą wypić, jakie mają przewagi w łóżku i inne takie rzeczy, które mogłyby pasjonować świnkę morską. Zrób coś z nimi.

– Traktor, bądź kurwa, trochę bardziej gościnny. Oni tu po pomoc przychodzą, bo bez samogonu nie ma przecież życia na Ziemi – zauważył Edek.

– Ale strasznie brudzą, tylko chleją i dużo jedzą. Traktują nasz dom jak darmowe wczasy z wódą. – dołączyła się Pelaśka, w której też złość narastała już od dłuższego czasu – Albo ich usuniesz, albo odchodzimy z traktorem!

Edek stanął z rozdziawionymi ustami, dosyć głupio, tak go niespodziewany atak Pelaśki zaskoczył oraz szantaż za pomocą traktora i odejścia. Zaniemówił. Wreszcie po jednym głębszym, odzyskał moc w gębie, ale zaczął ostrożnie.

– To, co proponujecie? Przecież muszą pić, żeby normalnie żyć.

– Właśnie – odpowiedział traktor Ted – dlatego przygotowaliśmy dla każdego w WSD i nie tylko tu, nanoassembler. Dorobiliśmy porządny interface, żeby można było wprowadzać każdy zestaw składników molekularnych i produkować dowolne alkohole, a nie tylko samogon. A jak ktoś będzie chciał, to może produkować inne rzeczy: soki, jedzenie, przedmioty użytkowe. Wszystko według swojego gustu i potrzeb. Zrobiliśmy też centralne repozytorium kodów źródłowych, według których można to wszystko produkować, a także dodawać własne przepisy. Tylko zastanawialiśmy się z profesorem Kul’awym i z Williamem czy dawać to ludziom, bo w ich rękach wszystko wychodzi na opak.

– Jak już jest, to trzeba chłopom i babom dać, żeby mogli gospodarzyć po swojemu – przytomnie zauważył Edek – a jak co złego z tego wyjdzie, to się będziem tym wtedy, kurwa martwili.

I jak Edek zarządził, tak zrobili. Każdy dostał swój własny nanoassembler z mocnymi ogniwami i zestawem kodów, co to umożliwiały zrobienie każdego alkoholu, pysznego jedzenia od chleba pachnącego, po soczyste pieczenie. I wtedy zaczęła się wielka uczta w WSD, bo każdy mógł zrobić wszystko, co tylko sobie wymarzył, szybko i prawie bez żadnych kosztów, bo maszyny molekularne z których składał się nanoassembler energii dużo nie potrzebowały i były bardzo oszczędne.

Jednak ciągle najlepsze biesiady były u Szalonego Edka, bo nikt nie był tak gościnny i nie miał takiego rozmachu. Zwłaszcza, że Ted co jakiś czas pisał jakiś nowy kod i zawsze Edek czymś potrafił zaskoczyć, a to alkoholem z owoców, które nigdy nie istniały i jako połączenie molekularne znalazły się w nowej księżycówce Edka, a to jedzeniem z zwierząt których nie ma, bardzo smakowitych, a które gdyby mogły wiedzieć, jak są smaczne, pewnie nigdy by nie chciały zaistnieć. Zatem w WSD działo się dużo dobrego, wesoło przy tym było, beztrosko i czas upojnie płynął.

Technologia nanoassemblingu szybko wydostała się poza WSD. Raz Szalony Edek i jego towarzysze uznali, że ludzie skoro teraz alkohol jest niezbędny do życia, to każdy go musi mieć jak najtaniej i  powszechnie dostępny. Po drugie taka technologia ułatwi wszystkim życie, bo wszystko co niezbędne do życia będzie można mieć za bezcen, a czas który pozostanie ludzie będą mogli przeznaczyć na to, co istotne, czyli budowanie rozumień, teoretyczną kontemplację, innych ludzi i na zabawę. Patrzyli trochę po sobie i chyba przeceniali trochę istoty rozumne na Ziemi.

Początkowo nie było widać żadnych zmian. Wielu ludziom życie znacznie się polepszyło, niewielu tylko zmieniło. Jednak proces raz zainicjowany nie kazał czekać długo na pierwsze szokujące wszystkich rezultaty. Teraz, gdy każdy mógł produkować co tylko zechciał, to istotne okazały się nie moce produkcyjne, ale informacja jak to coś produkować. Jako, że takie rzeczy jak chleb, masło, sery i w ogóle wszystko, co spożywcze można było produkować samemu i to dużo smaczniejsze, bez żadnych niepoczciwych dodatków i prawie za bezcen, to producenci i sprzedawcy z branży spożywczej szybko stracili prawie wszystkich klientów. A to był dopiero początek, bo jak się skrzyknęło kilku sąsiadów ze swoimi nanoassemblerami, to mogli wyprodukować nie tylko odkurzacz, pralkę, lodówkę, ale nawet samochód. Początkowo były to słabe samochody, bo kod źródłowy do nich był lichy, ale szybko ulegał ewolucji i już po trzech miesiącach samochody produkowane na podwórkach i po garażach, niewiele ustępowały tym produkowanym w najlepszych fabrykach. Więc i nawet tu zajrzało widmo bankructwa. Świat się zmieniał bardzo szybko. Każdy teraz mógł poczuć się panem samego siebie, bo wszystko czego potrzebował mógł produkować samodzielnie i to najlepszej jakości, ponieważ ta zależała wyłącznie od dostępnego kodu. A kod był już dostępny w najlepszej wersji po szeregu optymalizacji. Więc jak ktoś nie miał przesadnie wygórowanych oczekiwań, to mógł zrobić sobie wszystko niemalże za bezcen i z materiałów powszechnie dostępnych w biosferze. Wolność zawitała pod strzechy.

Nie wiadomo w jakim by to poszło kierunku, ale nagle wszystko się skończyło. Szczególnie dotkliwie odczuł to Szalony Edek, gdy pewnego dnia, gdy robił swoją boską księżycówkę, nagle strumyczek niesłychanej cieczy urwał się, a w jego miejsce pojawił się napis: „Wyrób podlega prawu patentowemu. W celu dalszego kontynuacji produkcji według receptury nr 13851/USPT/04/2027 wpłać 115 USD, na wskazane konto. Dostęp na dwadzieścia minut. Po dalsze szczegóły zapraszamy na stronę: www….”. Edek nie uwierzył w pierwszej chwili, że to prawda i spróbował produkcji swojej drugiej księżycówki i tu spotkało go takie samo rozczarowanie. Gdy tak popróbował jeszcze innych rzeczy, które mógł jeszcze przed chwilą robić, okazało się, że za wszystko trzeba płacić i to niemało. Oburzyło to Edka niesłychanie i to, że ktoś opatentował jego księżycówki, a także, to że nie pytając o pozwolenie przywłaszczył sobie wynalazek jego traktora (a więc trochę jak jego własny), profesora Kul’awego i Williama.

Jego oburzenie narastało z każdą chwilą, a zmieniło się we wściekłość, gdy zrozumiał, że nie ma prawie żadnych zapasów boskiego eliksiru i większość tego, co spożywał pochodziło z bieżącej produkcji. Straszliwe widmo abstynencji zajrzało w oczy Edkowi. Jednak znacznie gorsza była perspektywa utraty świadomości. Zawezwał więc swego druha, dzielnego Martina Samogonkę, żeby radzić, co robić.

Martin przyszedł niezwłocznie, bo przecież daleko nie miał, a i tak się wybierał do Szalonego Edka na cały dzień. Wiedząc, że jest kryzys, przyniósł poręczny banieczek z pięcioma litrami samogonu, żeby starczyło chociaż na pierwsze potrzeby. Tak to zrealizowało się mądre powiedzenie, że „prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie”. A Martin bezspornie był prawdziwym przyjacielem.

Skąd jednak miał jeszcze zapasy samogonu? Otóż wprost ze swojego sceptycyzmu. Znał przecież swoich pobratymców (Anglosasów) dobrze i wiedział, że są rasą przedsiębiorczą i zaradną, i nie pozwolą, żeby przychody się marnowały. A przychody z kontroli produkcji wszystkich nanoassemblerów na całej planecie będą przecież niemałe. Zwłaszcza, że ludzie muszą jeść i pić, a szczególnie pić, żeby świadomości nie stracić. Więc Martin nie był zaskoczony obecną sytuacją, a co więcej przygotował się na nią.

Od samego początku, odkąd Szalony Edek podarował ludzkości technologię nanoassemblerów produkował dużo przedniego samogonu na zapas. Robił to na drodze klasycznej, poprzez nastawianie zwykłego zacieru a i też przez nanotechnologię. Robił tak, ponieważ miał w sobie ducha eksperymentu i ciekaw był bardzo porównania smaków. Ku swojemu żalowi, po wielu próbach stwierdził, że produkcja z nanoassemblera jest dużo smaczniejsza, setki razy wydajniejsza i wielokroć łatwiejsza. Nie zaprzestał jednak produkcji w konwencjonalny sposób, bo przewidział przecież straszliwe koszty całkowitego uzależnienia się od tej technologii. Sceptyczny był bardzo i znał cenę ułatwień, które ktoś rzekomo za darmo z życzliwości daje. Dzięki temu zapełnił wszystkie cysterny, beczki, beczułki i bańki zarówno swoje, jak i Szalonego Edka oraz te wzięte od paru sąsiadów. Wolne Stany Dropia (WSD) były uratowane. A ich autonomia niezagrożona.

Edek uspokojony paroma łykami niebiańskiej cieczy oraz pewny, co do zabezpieczenia na przyszłość zapytał:

– Kto to, kurwa zrobił? Jebaniutki zabrał nie swoje, na które nie zapracował. Coś z tym trza zrobić!

Widać było, że Szalony Edek wściekły jest i wchodzi w jeden ze swoich sławnych stanów furii, w którym nawet jego ulubiona krowa Krasula uciekała przed nim. Ten stan potrafiła opanować tylko Pelaśka obietnicą rzeczowej rozmowy w sypialni oraz doskonałym kotletem schabowym z zasmażaną kapustą. Teraz jednak Pelaśka była nie mniej oburzona niż Edek i ani myślała hamować wojowniczych zapędów męża.

Zwłaszcza, że wokół domu Edka zaczęli się zbierać mieszkańcy WSD, wstrząśnięci skalą oszustwa. Przyszli radzić co tu zrobić, gdy tak do muru zostali przyparci przez miastowych, a może nawet miastowi zostali przyparci do muru przez jeszcze większych cwaniaków. Chłopstwo było naprawdę złe i groźne szemrało, ale jak tylko Martin przyciągnął cysternę z samogonem, nastroje się poprawiły, gęby poczerwieniały i pojawiły się nawet uśmiechy.

– Edziu, mów co nam trzeba robić! Ty zawsze potrafisz wyratować z takich sytuacji.

Szalony Edek, podparł się pod boki i zaczął myśleć. Myślał tak, myślał, aż wreszcie wymyślił.

– Trza tu wezwać mój traktor, czyli Teda, profesora Kul’awego i Williama.

Wiedział, że zadanie jest duże, nawet dla tej trojki. Więc dał każdemu chłopu spośród zebranych bezpieczny zapas alkoholu, a Martin chętnie wydzielał i rozdawał ze swoich zasobów nieprzebranych, lubił się przecież z ludźmi dzielić.

Kiedy wreszcie zebrali się wszyscy niezbędni duchem do narady, to jest AI William, traktor Ted, profesor Kul’awy, Martin Samogonka i Szalony Edek, było już późne popołudnie. Szybko zidentyfikowali problem. Leżał on w centralnej dystrybucji kodu poszczególnych przedmiotów produkowanych w nanoassemblerze, można to było wprawdzie zmienić, ale nic by to nie dało., ponieważ nie da się załadować żadnego kodu, jak wyjaśnił Kul’awy, gdyż powstał wielki rejestr struktur wszystkich rzeczy, którym zarządzają Amerykanie, Chińczycy i Rosjanie, a jego używanie jest obarczone kosztami. Jeśliby ktoś użył jakiegoś kodu bez opłacenia, to otrzyma wielkie kary, a w ostateczności przyjdzie policja i wojsko, i mu nie pozwolą.

– A moja, kurwa księżycówka? Też jest ich własnością? – Z rozgoryczeniem i bardzo gniewnie zapytał Szalony Edek.

– Tak Edziu. Każdy kod, każda struktura informacyjna, używana do produkcji w nanoassemblerze została opatentowana, a każda nowa wymaga opatentowania pod karą więzienia. Wszystko to jak ogłosiły zacne rządy tych trzech krajów, dla bezpieczeństwa i dla pokoju na Ziemi. Po to, żeby ta niebezpieczna technologia nie dostała się w niepowołane ręce. Dzięki temu ma być wszystkim dobrze i bezpiecznie. – Powiedział Kul’awy.

– A ja żem myślał – odpowiedział Edek – że jak wszystkim to damy w prezencie, to nareszcie będą mogli robić co chcą, bawić się kiedy chcą i używać kiedy chcą, a nie wtedy gdy inni im na to pozwalają. No i te skurwysyny jedne zabrały moją i waszą własność, i rządzą się nią jak chcą, a to mi się bardzo, bardzo kurwa nie podobuje!

Ostatnie zdanie Edek wypowiedział z narastającą wściekłością. Poczerwieniał przy tym i znowu jego straszliwa złość wróciła z całą siłą. Każdy, kto go znał wiedział, że ta sprawa zwyczajnie się nie zakończy.

– Pójdziem z chłopstwem odebrać, co nasze! – Skonstatował Edek – Mam jeszcze różne lingi, co mi je dał Mroczny Sergiej i wykurzę wszystkich tych złodziei!

– Edziu uspokój się, – zaczął profesor Kul’awy i wtórował mu William – trzeba działać po dobroci. Uczyć ludzi, pokazywać im, że błądzą. Przekonać, że nie należy zabierać tego, co dobre, a nanoassemblery dadzą wolność działania, tworzenia i swobodę myślenia wolną od przykrych codziennych obowiązków, wszystkim na Ziemi. Trzeba edukować tych Amerykanów, Chińczyków i tych Rosjan, którzy tak źle postąpili, bo pewnie nie wiedzą, co czynią. A poza tym nie mamy prawa używać kosmicznych technologii przeciwko innym ludziom, nawet jeśli tak źle robią.

Tłumaczyli Edkowi tak długo i cierpliwie, jak to oni zwykle potrafili. Wiedzieli też, że z Edkiem nie ma żartów, a lingi miał całkiem potężne. Całej rozmowie przysłuchiwał się Martina Samogonka, druh wierny i rzesze chłopstwa z WSD gotowe pójść w ogień za Edkiem, gotowe do wypitki i do czynu zbrojnego, gdy odezwał się Martin.

– Edziu, rację mają. Trzeba po dobroci, wytłumaczyć, a dopiero jak się nie da to zabrać, ale tak żeby inni mogli korzystać.

– Mądrze gada, mądrze – Odezwały się ze wszystkich stron głosy.

– Tylko jak, to kurwa zrobić? – Zapytał przekonany już Edek, trochę jednak zawiedziony, gdyż bitkę lubił, a przygoda zapowiadała się ciekawie.

– Mam pomysł. – Odezwał się traktor Edka, Ted – Tylko musimy we trzech z Williamem i profesorem naradzić się. Wy tymczasem spróbujcie przekonać opornych żeby oddali to, co się ludziom należy.

Potem we trzech zebrali się w kuchni u Edka (traktor stał przy oknie kuchenny, od strony podwórka) i zaczęli się zastanawiać. Myśleli tak bardzo długo i gdy minęło dni kilka wymyślili.

W tym czasie Edek, przez swoją stronę www, która miała ogromną poczytność na całym świecie, skierował apel do tych nieuprzejmych Amerykanów, Chińczyków i Rosjan, co to nie pozwalali ludziom żyć po swojemu i wszystkim rządzić chcieli, i na wszystkim zarabiać. Poprosił ich grzecznie, żeby oddali, co do nich nie należy i pozwolili innym z tego korzystać, a także żyć po swojemu. Napisał krótko, jasno, dosadnie i bez błędów ortograficznych, ponieważ w subgalaktycznym, z którego wszyscy teraz korzystali, nie sposób przecież robić jakiekolwiek błędy.

Odezwa Edka spotkała się z dużym zainteresowaniem na całej planecie oraz z nie mniejszym poparciem. Jednak, jako odpowiedź otrzymał tylko butny komunikat od władców Ameryki, władców Chin i władców Rosji, że o bezpieczeństwo muszą dbać i o wspólną niezagrożoną przyszłość, i żadnych zmian nie będzie. A Edka jako anarchistę i podżegacza do nieposłuszeństwa może czekać straszliwa kara, jak tylko odważy się wyjść z WSD.

Taką informację Edek przekazał profesorowi Kul’awemu, Williamowi i Tedowi. Zasmucili się widocznie, pokiwali smutno głowami i zaczęli działać. W trzy dni przygotowali pemtoassembler, w dwadzieścia rozprzestrzenili rodniki pemtobotów po całym świecie i w dniu dwudziestym pierwszym wyłączyli nanoassemblery na całym świecie, bo część mieszkańców Ziemi przecież nie dorosła jeszcze do takiej technologii.

A jak to zrobili, to tłumaczyli długo Szalonemu Edkowi i Maritinowi, aż ci uciekli z bólem głowy żeby napić się trochę i myśli rozjaśnić, a tłumaczył profesor Kul’awy mniej więcej tak:

– Wyłączyliśmy na całej planecie możliwość mechanosyntezy molekularnej poprzez wprowadzenie pemtobotów blokujących. Nie działają więc wszystkie sztuczne maszyny molekularne. Zostawiliśmy za to wszystkie naturalne maszyny molekularne takie jak np. rybosomy produkujące DNA, komórki trzustki i wiele innych, żeby nie popsuć życia biologicznego – to był właśnie moment w którym Edek i Martin uciekli zmęczeni tymi całkowicie zbędnymi szczegółami.

Przewidująca trójka zostawiła jednak możliwość wybiórczego włączania nanoassemblerów i stworzyli cztery klucze z potężnym algorytmem szyfrującym. Po jednym dla ich trójki i główny dla Edka, bo wiedzieli komu można naprawdę ufać. I zgodnie uruchomili nanoassemblery w WSD, tak żeby mogli z nich korzystać wszyscy jego mieszkańcy oraz każdy, kto będzie miał dobre intencje i wejdzie do WSD, żeby tworzyć nowe piękne i potrzebne rzeczy, żeby tak jak będzie chciał, wolną naukę tworzyć. Od tej pory w WSD zawsze było dużo gości, co to chcieli zmądrzeć i pożyteczne rzeczy robić.

A pewnego dnia, gdy koło odpoczywających zasłużenie traktora Teda, AI-a Williama i profesora Kul’awego przechodził Mroczny Sergiej, to zagadał do nich życzliwie:

– Jako pierwsi z całej ludzkości osiągnęliście taki poziom, że możemy włączyć was w struktury galaktyczne. Przystępujecie?

– Nie obraź się Sergiej, ale dobrze nam tu, wiaterek wieje, cisza wokół, tak przyjemnie tu jest, że nie chcemy.

– Tak. – Odpowiedział na to Mroczny Sergiej.