Opowiadania Science Fiction prosto z serca Mazowsza…

Zwykle najazdy na Ziemię, czy inne wielkie katastrofy przechodziły prawie bez echa. Ludzie się już przyzwyczaili i stały się one rutynową codziennością, jak picie kawy czy herbaty. Może tylko jeszcze mieszkańcy Ziemi czasami nakładali na Edka straszliwe kary, najczęściej finansowe, które z uwagi na to że Edek przebywał w Wolnych Stanach Dropia (WSD), były kompletnie nieegzekwowalne i nawet śmieszne w swoim gargantuicznym wymiarze, bo był przecież taki moment, że przekroczyły trzykrotność ziemskiego rocznego PKB. Gdy kiedyś profesor Kul’awy wytłumaczył Szalonemu Edkowi jak wielkie są jego zobowiązania, ten zrozumiawszy beznadziejność podejmowania spłaty, roześmiał się i wrócił do czynności bardziej racjonalnej, niż spłacanie nierealnych długów, czyli do kojącego spożycia boskiej księżycówki. Zresztą po jakimś czasie, w imię niewątpliwych zasług, tym razem na polu ratowania Ziemi,  darowano mu część zobowiązań, a pozostałe Edek spłacił dzięki swojemu talentowi pisania kryminałów, o czym jest inna historia.

Jednak ostatnia katastrofa, w której Ziemia fizycznie się rozpadła i każda żywa istota ją zamieszkująca odczuła prawdziwą grozę śmierci, a spowodowała duże przerażenie wszystkich myślących oraz ogromne ilości nawróceń wśród wierzących i potrzebę zabezpieczenia się na przyszłość, wśród wszystkich przewidujących. Przede wszystkim poproszono profesora Kul’awego żeby ustalił co się stało. Więc po pierwsze, co było przyczyną tej katastrofy, po drugie jak Ziemia i jej mieszkańcy zostali uratowani i po trzecie jakie jest prawdopodobieństwo wystąpienia podobnych wydarzeń w przyszłości.

Profesor Kul’awy, którego łatwość produkowania słów wszyscy znają, przygotował dziełko odpowiadające na te trzy pytania, na nieskromnych czterech tysiącach stron in octavo. Mało kto na Ziemi przebrnął przez tego literackiego potwora, chyba ze trzy istoty na Ziemi: nieszczęsny redaktor książki, Monstrum o którym będzie zaraz oraz piszący te słowa, który otrzymał popłatne zlecenie streszczenia owej pracy Kul’awego. Udało się to zrobić na dziesięciu stronach i w tej właśnie formie, niezbyt łaskawej dla jakżeż ważnych szczegółów, ale za to rześko zmierzającej do celu, jakim była odpowiedź na powyższe pytania, poznała je ludzkość.

Otóż przyczyny katastrofy znane były bardzo dobrze, a były nimi połącznie podstępnego najazdu Dolusów z próżnością i kłótliwością ludzką, a dokładnie Pelaśki i Szalonego Edka. Zresztą za spowodowanie tej katastrofy znacząco urosły zobowiązania Edka i Pelaśki, tytułem utraconych korzyści rozlicznych Ziemian, niewątpliwie poszkodowanych w tym smutnym zdarzeniu (jako najczęstszy powód podawano koszty leczenia po przeżyciu śmierci i ponownego uruchomienia do życia).

Jak Ziemia została uratowana z katastrofy, Kul’awy otrzymał od Mrocznego Sergieja, z którym był w dosyć dobrej komitywie. Okazało się, ze Sergiej należąc do rasy zapobiegliwej, ufającej swojej technologii bardzo, ale jednak przezornej, robił od dawna backupy Ziemi. Całej Ziemi, wszystkiego co na niej i w niej było, wszystkich działań, budowli, procesów geologicznych, odczuć, stanów świadomości i myśli, wszystkich istot inteligentnych na Ziemi. Jak to było możliwe? Chodziło o niezwykle zaawansowane organizowanie danych, a było to ułatwione, ponieważ wiele struktur na Ziemi powtarzało się i właściwie różniło zaledwie kilkudziesięcioma parametrami, takimi jak położenie na Ziemi, położenie wzajemne, wiek itd. Trochę więcej kłopotu było z istotami żywymi, a szczególnie z inteligentnymi i świadomymi. Tutaj z jednej strony przydały się wszystkie parametry określone dla przedmiotów nieożywionych i wielka ilość parametrów opisujących ich behawior. Właściwie w ten sposób udawało się zbackaup-ować większość istot żywych, gdyż mieściły się w jednym z kilkuset tysięcy standardów behawioralnych oraz były opisywane przez interaktywne parametry miejsca i czasu (i parę tysięcy innych), poza nielicznymi istotami na Ziemi, które wykonywały wysoce zindywidualizowane rzeczy. Wśród nich było trochę AI-ów, kilkudziesięciu ludzi (w tym Kul’awy), myśląca kura, no i Monstrum. O nim za chwilę. Więc tylko te ostatnie istoty były backupowane w całości, a nie jako głównie korelaty parametrów fizycznych i behawioralnych.  Ponadto cała taka stworzona matryca Ziemi była zapisywana w odpowiednio skorelowanych szóstym i pięćdziesiątym drugim wymiarze, co dodatkowo optymalizowało strukturę i uproszczało organizację danych. Operacja backupu Ziemi była procesem ciągłym, ale biorąc pod uwagę aproksymację zachowań wszystkiego, co znajdowało się na Ziemi, z wyłączeniem wcześniej wspomnianych kilku szczególnych istot świadomych i kontrolę wyjątków od aproksymowanych behawiorów, okazała się procesem nie tak złożonym jak by się wydawało na pierwszy rzut oka. Oczywiście przekraczała o kilka rzędów wielkości możliwości obliczeniowe ludzkości i AI-ów oraz ich zasoby hardwarowe. Zresztą teoria i praktyka backupu Ziemi, zdawała się zaprzeczać indywidualnej niepowtarzalności jednostek ludzkich i AI-owskich, choć na szczęście była to zaledwie falsyfikacja tej dumnej hipotezy, a nie ostateczna negatywna weryfikacja tego dumnego antropormorfizmu.

Co do trzeciego pytania, to sam Mroczny Sergiej wyraził swoje zdziwienie, że udało się komuś przechytrzyć jego znajomość przyszłości i wszystkie algorytmy behawioralne. Ale na tym polegał spryt i podstęp Dolusów. Zrozumieli, że próba policzenia skutków próżności i kłótliwości baby (Pelaśki) prowadzi do osobliwości i nawet niebywale możliwości obliczeniowe cywilizacji Mrocznego Sergieja, potężne jak cała nasz galaktyka, mogą nie sprostać temu zadaniu. I nie pomylili się bardzo. Jednak nie wzięli pod uwagę, tego że przewidujący Sergiej backupował Ziemię i ich chytry plan nie powiedzie się. Zresztą, gdy wszystkie podstępy Dolusów wyszły na jaw, rozpoczęła się seria procesów kontra Dolosum, prowadzona przez Radę Galaktyczną. Szybko się jednak okazało, że nie można postawić im jako rasie żadnych zarzutów, ponieważ wszystkie ślady prowadzą do czegoś co w ziemskich relacjach można by nazwać spółką, ogólnie „biznesem”, czyli w subgaltycznym używanym przez Dolusów, do primaincepta. Otóż rozprawa przeciwko owej primaincepta ciągnęła się przez ponad trzy tysiące ziemskich lat, miała wiele zwrotów i towarzyszyło jej wiele dramatycznych okoliczności i ostatecznie zakończyła się niczym, czyli zamknięciem primaincepta i przerzuceniem jej aktywów do innych biznesów. Ale to już historia chytrości i sprawności urzędowej Dolusów.

Zatem odpowiedź na trzecie pytanie nie nastrajała optymistycznie. Dopóki na Ziemi będą istniały kobiety, przyszłość jest niepewna, ze względu na ich możliwą do manifestacji próżność i kłótliwość, a także ze względu na podatność mężczyzn na powyższe. Biorąc pod uwagę, że ludzkość ani myślała zrezygnować ze swojej dwupłciowości, z którą w gruncie rzeczy było jej dobrze i do której przywykła, możliwość wystąpienia podobnej, lub jeszcze ciekawszej naukowo katastrofy była prawdopodobna. To spowodowało, że część ludzi zdecydowała się na ucieczkę z Ziemi przed tym fatum. To także stało się przyczyną przebudzenia Monstrum z letargu.

O Monstrum pisano już gdzie indziej, ale warto przypomnieć o nim garść faktów. Monstrum było, a przynajmniej tak się manifestowało dla postronnego widza, śliczną, wysoką, pełną wdzięku dziewczyną, a właściwie już kobietą z warszawskiej Ochoty. Ze względu na swoją wyjątkową, nawet na miarę galaktyki, skłonność do lenistwa, trafiło do encyklopedii najbardziej leniwych ras w galaktyce, stworzoną przez Etufańczyków, rasę dosyć leniwą, ale nie na tyle, żeby zupełnie nic nie robić. Monstrum właściwie w lenistwie wyprzedzało wszystkich, którzy stanęli z nią do boju w tej zaszczytnej dziedzinie. Prawdopodobnie, gdyby można było odnieść kategorię lenistwa do rzeczy nieożywionych, to tylko te mogłyby zasadnie z nim konkurować.

Monstrum, rzeczy jasna było przeświadczone, że jest wyłącznie tą śliczną dziewczyną i nie wiedziało, lub z lenistwa nie chciało wiedzieć, że jest tak naprawdę superinteligencją, stanowiącą zarazem gatunek i cały rodzaj, że ma sporo ponad dwa miliardy lat i że nieznacznie tylko ustępuje pod względem możliwości całej rasie Mrocznego Sergieja. Zresztą zabawne jest to, że backup zrobiony przez Sergieja obejmował tylko kilka poziomów organizacyjnych Monstrum, ponieważ pozostałe przegapiły w swoim lenistwie katastrofę Ziemi.

Jednak zagłada Ziemi przebudziła Monstrum z letargu. Zrozumiało, że nie jest tu tak bezpiecznie i beztrosko, jak wcześniej uważało i że naturalne środowisko do lenistwa zostało zaburzone. Wbrew swojej naturze zabrało się za pracę, a że cel miało wielki, tzn. odpoczynek, to pracowało szybko i zajadle. Zaczęło od przeczytania ostatniej książki Kul’awego. Na początku słabo szło, bo Monstrum odwykło od pracy jakiejkolwiek, również intelektualnej. Potem, gdy pojęło wzorzec działania i zrozumiało metodologię ziemskiego warsztatu naukowego, czytało szybko, po dwie, trzy strony na sekundę. To żałosne tempo, w mniemaniu Monstrum, wynikało głównie z powolności interfejsu jakim jest fizyczna książka, wymagająca manualnego przekładania stron.

Monstrum bardzo szybko zrozumiało, że tą drogą, nawet przy bardzo starannej jakościowo selekcji książek, do niczego nie dojdzie i żeby przyśpieszyć proces wchłaniania wiedzy ziemskiej, wymyśliło translator wiedzy z postaci elektronicznej, powszechnie dostępnej, do interaktywnej mapy powiązań synaptycznych. I gdy dokonało translacji całej kluczowej wiedzy ludzkiej na postać wzorców synaptycznych (chyba z lenistwa używało ciągle mózgu opartego na neuronach), uploudowało całą tak przygotowaną strukturę danych, zawierającą całą ludzką mądrość, w parę sekund. Następnie, można powiedzieć, trawiło tak otrzymaną wiedzę przez jakieś piętnaście minut, wynajdując korelacje do setnego poziomu (bardziej przez oszczędność czasu się nie zagłębiało) i w szesnastej minucie zrozumiało, że ziemska nauka zabrnęła w ślepą uliczkę i przy powolności ludzkiego myślenia, zabierze ze sto lat ukonstytuowanie nowego paradygmatu nauki i następnie z kolejnych pięćdziesiąt na jego wprowadzenie. A to całe przyśpieszenie i tak odbędzie się dzięki działaniom kosmitów, Mrocznego Sergieja i szaleństwom Szalonego Edka, prowadzącego Ziemię od czasu do czasu na skraj zagłady. W innym wypadku zabrałoby to Ziemianom z tysiąc lat, nawet przy pomocy AI-ów.

Monstrum w tej sytuacji nie pozostało nic innego, jak porzucić ziemską fizykę z jej relatywistycznymi ograniczeniami,  upraszczeniami myślenia za pomocą przestrzeni oraz z jej formalistycznym aparatem matematycznym i przejść do fizyki postinformacyjnej, jak można by powiedzieć z ziemskiego punktu widzenia. W każdym razie zamysłem Monstrum było opracowanie sposobu transportu istot myślących na inną planetę i takie przygotowanie tej planety, żeby chociaż przez jakiś miliard lat nie wymagała żadnej ingerencji i dawała całkowitą stabilność. Czyli jak wcześniej zostało powiedziane, celem tej usilnej pracy, było to, żeby jak najdłużej, nic nie robić. Ostatecznie Monstrum zaprojektowało system stabilny przez miliard lat, co zdaje się było zadowalającym okresem lenistwa.

Monstrum jednak w swojej potrzebie opuszczenia Ziemi nie było osamotnione. Ta nieodwołalna potrzeba w jego przypadku wynikała z niechęci do jakiejkolwiek aktywności, zaś w przypadku nieprzeliczonych rzesz ludzkich ze strachu, potrzeby bezpieczeństwa, lub innych takich ulotnych bajek, znacznie mniej ugruntowanych i jednoznacznych, niż przyzwoite, w pełni świadome lenistwo.

Fama o tym, że na Ochocie dzieje się coś niezwykłego, rozeszła się szybko. No i trzeba zauważyć, że skutkiem intensywnej pracy umysłowej Monstrum była potężna łuna, która początkowo rozświetlała śliczne mieszkanie w którym ono żyło, potem blok, ulicę, następnie dzielnicę, a potem już całe miasto. W tej fazie oczywiście przedsiębiorczy wojacy, politycy, ukryci władcy i inni dosyć niepotrzebni ludzie, szarmancko myślący, że mają władzę nad nami, chcieli wykorzystać Monstrum do swoich celów. Jednak Monstrum, znając doskonale historię WSD, dużo wcześniej, niż łagodny z usposobienia i kontemplatywny Mroczny Sergiej, wytworzyło strefę antydostępową i cała ta nieznośna polityczno – wojskowa gromadka, po prostu nie miała dostępu do mieszkanka Monstrum i musiała się zatrzymywać pokornie jakieś pięć kilometrów od centrum, które wyznaczał blok zamieszkany przez Monstrum. W praktyce oznaczało to, że zdecydowana większość urzędujących ministrów, posłów i wszystkich mieszczących się w klasie „polityk”, nie mogło dotrzeć do miejsca swojej pracy z uwagi na jej zbyt bliską lokalizację względem strefy antydostępowej. Dlatego większość urzędów państwowych przeniesiono na Pragę, by w ten sposób znaleźć się poza obszarem wykluczonym i zachować ciągłość państwa.

Za to ludzie faktycznie potrzebujący pomocy Monstrum, mogli bez przeszkód wchodzić do strefy. Każdy uzyskał faktyczną pomoc i gdy technologia podróży biparsalnych (wyjaśnienie co to znaczny szanowny Czytelnik znajdzie w jedenastym tomie encyklopedii nowej fizyki, strona osiemset jedenasta, akapit drugi, według redakcji profesora Kul’awego) oraz skromna planetka, odległa od Ziemie o sto dwanaście lat świetlnych, były gotowe, Monstrum przetransportowało wszystkich chętnych do odnalezienia nowego życia. Z Polski wyjechała wtedy jedna czwarta mieszkańców, co i tak nie było złym rezultatem. W bardziej strachliwych narodach i państwach wyemigrowała więcej niż połowa mieszkańców. W ten sposób Europa opustoszała, Stany i Chiny podobnie, o reszcie świata lepiej nie wspominać. Zrobiło się na świecie luźno i pusto jak po wyprawach krzyżowych. Reguły świata stworzonego przez Monstrum były proste i tylko dwie: każdy ma prawo odpoczywać tyle, ile chce oraz nie można nikogo krzywdzić w żadnym możliwym wymiarze i zakresie. Pierwsza reguła antycypowała wolność człowieka, a w szczególności tak bliskie Monstrum lenistwo, druga była niejako uzupełnieniem do pierwszej, bo jakby ludzie swoim zwyczajem zaczęli się wyżynać, to trzeba by zrezygnować ze słodyczy lenistwa. A tak, mając taką regułę wykonawczą, wpisaną w każdy poziom nowego świata, żadna  przeszkoda nie zagrozi temu, co dla Monstrum było najistotniejsze. Zatem stworzyło ono pierwszą działającą w historii rodzaju ludzkiego utopię. Dopiero bratnie działanie lenistwa i nowej technologii, mogło dać takie rezultaty. I Monstrum wytworzywszy tyle, po tak heroicznym i stojącym w głębokiej sprzeczności z dobrodziejstwami lenistwa wysiłku, mogło odpocząć. A że naprawdę leniwe było i zarazem superinteligentne, jego odpoczynek trwał bez mała miliard lat i nikt przez ten czas nie słyszał o Monstrum, a ono wykonywało niestrudzenie to, co robiło najlepiej: leniło się.